Ludzie, którzy próbują pojąć, czym są macierze, tetrapodie jambiczne hiperkatalektyczne, pojmują znaczenie umowy adhezyjnej, zawiłości sinologii, teorie światów równoległych (niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać) zasługują na wsparcie Państwa w dążeniu do ulepszania świata, a choćby i zapewnienia sobie odrobiny przyjemności w przerwie między egzaminem a kolokwium. Na szczęście każdemu wolno być stypendystą.
System stypendiów w Polsce z roku na rok pęcznieje i nabiera coraz powabniejszych kształtów. Z roku na rok również traci etykiety gruszki na wierzbie, obiecanki-cacanki, zakazanego owocu. Odsłania swój jędrny środek i zaprasza do korzystania. Coraz więcej fundacji, stowarzyszeń, urzędów państwowych i prywatnych darczyńców dostrzega potrzebę łatania dziurawej studenckiej kieszeni. Wyszukiwarka stypendium – swoista maszynka do pomnażania żakowskich pieniędzy – wylicza następujące rodzaje funduszy stypendialnych: socjalne, naukowe, artystyczne, muzyczne, ale też… inne. Na rozum: skoro istnieje coś takiego, jak wyszukiwarka, to znaczy, że pozyskiwanie funduszy na studia z legalnych źródeł – nie wiążących się z rozdawaniem bogu ducha winnym przechodniom kiczowatych ulotek, które i tak za moment wylądują w koszu – wymaga przewodnika niczym przeprawa przez Styks a ilość dokumentów koniecznych do złożenia większa jest niż jeden obol. Lepiej jednak wypełniać rubryczki w drukach stypendialnych niż pracować za grosze z przypiętym uśmiechem firmowym w podrzędnej knajpie w czasie przeznaczonym na szlifowanie trzeciego prawa dynamiki. Stypendia są dla ludzi – i tego się trzymajmy.
A jakie? A różne…
Student rozpoczynający pierwszy rok na wymarzonej uczelni może mieć już pewne doświadczenie w łowieniu na wędkę swej pasji i zaangażowania funduszy stypendialnych. Od jakiegoś czasu uczniowie bowiem też są dofinansowani.
Pula szkolnych stypendiów jest mniejsza niż studenckich, jakby stypendiodawcy wyznawali zasadę, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale i tak całkiem spora. Co prawda typowe stypendium szkolne to niewielka sumka równa skromnemu kieszonkowemu, ale już zasiłek szkolny daje możliwość skromnego zaspokojenia najpotrzebniejszych potrzeb nastolatka. W dyspozycji szkół leży ponadto rozdawanie stypendiów naukowych, choć tu akurat dobre świadectwo nie przekłada się na status burżuja, i to zdecydowanie.
Dla najzdolniejszych stypendia przygotowuje sam Prezes Rady Ministrów (oni z pewnością wiedzą, o kim mowa), ale takowe może zdobyć tylko jeden uczeń danej szkoły; rzecz jasna – najlepszy.
Programy stypendialne dla szkolników i szkolnic (ktoś jeszcze używa tych pojęć czy sztucznie podwyższamy lingwistyczny poziom artykułu?) ogłaszane są też często przez gminy, województwa czy organizacje religijne (parafie, diecezja), a stawiane wymagania są ustalane indywidualnie. Wujek Google dopomoże też w wyszukaniu stypendiów – nazwijmy to – specjalistycznych, zwykle naukowych czy muzycznych, czasem o zasięgu międzynarodowym. Sporym zainteresowaniem cieszą się stypendia Fundacji „Crescendum Est – Polonia” czy programu zatytułowanego „Szlifowanie diamentów”. Tego typu oferty wykraczają poza pomoc finansową, często oferują zajęcia warsztatowe z uczonymi wysokiego szczebla, dorobku i charyzmy, dają możliwość polerowania swoich pasji i rozwijania zainteresowań w pożądanym kierunku. Dzięki nim start na studia nie jest początkiem naukowej kariery, ale kolejnym jej szczeblem.
W stypendiach przyznawanych studentom przyszło nowe. Uczelniane systemy pomocowe i gratyfikacyjne przeszły od roku akademickiego 2011/2012 modernizację. Nie ma już stypendiów naukowych – zastąpiły je tzw. stypendia rektora i nie jest to tylko zmiana nazwy. Otóż rektorskie pieniądze są przyznawane nie, jak dotąd automatycznie za średnią, ale dla dziesięciu procent studentów mogących się pokazać oprócz tego z dobrej strony naukowej czy artystycznej. Co to właściwie znaczy? Mniej więcej tyle, że siedzenie w zakurzonej czytelni z nosem w książkach i psucie sobie wzroku do marnej lampki nie wystarcza, trzeba też umieć spożytkować przyswojoną wiedzę na konferencjach, sympozjach czy w innych przedsięwzięciach o charakterze pronaukowym, a w przypadku studentów kierunków artystycznych – dotyczących sztuki. Premiowani są zatem studenci odważni, ale też wiążący swoją nadzieję z karierą uczelnianą. I przy okazji tacy, którzy umieją zareklamować swoje osiągnięcia – po stypendium rektorskie trzeba się bowiem ubiegać, a na naukowe wystarczało oczekiwać. Ta zmiana budzi wiele kontrowersji, ale jest konsekwencją ogólnych tendencji zmieniających polski system nauki i dostosowujący go do standardów międzynarodowych. Można powiedzieć też, że różnicuje określenia „najlepszy student” i „kujon”.
Poza tym wciąż uczelnie przyznają stypendia osobom w trudnej sytuacji finansowej – a więc socjalne, jak również dopłacają do studenckich mieszkań, a w kryzysowych momentach pomagają przetrwać dzięki zapomogom.
Wciąż też obowiązują stypendia będące profitem dla osób wybierających mniej popularne kierunku studiów, za to bardzo potrzebne naszej gospodarce. Na tzw. kierunkach zamawianych: technicznych, matematycznych i przyrodniczych można dostać nawet 1000 złotych z unijnych funduszy. Warto się więc zastanowić, czy najbardziej w życiu chcemy interpretować wiersze Kasprowicza, czy może jednak obliczać jakieś całki.
Stypendia uczelniane to jednak dopiero początek drogi do finansowej niezależności studenta bez konieczności podejmowania słabo płatnych a czasochłonnych zajęć „na mieście”. Miasta akademickie mogą zwykle pochwalić się co najmniej kilkoma funduszami stypendialnymi kładącymi nacisk na określony rodzaj aktywności studenckiej, m. in. na działalność społeczną, a i programów ogólnopolskich jest całkiem sporo. Często studenci mogą ubiegać się o stypendia z tych samych fundacji, co uczniowie – zacierająca się granica między tymi dwoma grupami uczących się, pokazuje, że coraz więcej liczy się kreatywność, mniej zaś sprawdzalne cenzurkami wyniki w nauce. Wymienienie wszystkich fundacji stypendialnych o zasięgu krajowym i lokalnym nie jest możliwe z uwagi na różnice w statucie, celach działalności czy też sposobu pomocy. To potężnie rozbudowana sieć mająca wspierać uzdolnionych, a przede wszystkim mających pomysł na życie. Trzeba też pamiętać, że swoje stypendia fundują duże przedsiębiorstwa, szczególnie w branży informatycznej i ekonomicznej, słabiej o takowe dla humanistów.
Stypendia to też szansa na naukowe wakacje w dowolnym niemal kraju na świecie, w mieście posiadającym porządną uczelnię wyższą. Taki wyjazd to szansa nie tylko na uzupełnienie wiedzy, ale też poszerzenie horyzontów mentalnych śniedziejących lekko wciąż w tym samym towarzystwie współlokatorów z akademika.
Tym, którzy mają konkretne plany naukowe i potrzebują skonfrontować swą myśl przewodnią z wiedzą zamkniętą w innym mieście, innym uniwersytecie, innej bibliotece, galerii czy w głowie innego profesora uczelnie i ministerstwo nauki oferują różnorakie granty wyjazdowe, których otrzymanie trzeba porządnie umotywować. Są jednak programy pozwalające spędzić rok czy semestr na innej uczelni w celach – by tak rzec – rozwijania własnej osobowości i poznawania świata, w tym oczywiście od jego naukowej strony.
Takie możliwości daje chociażby program Erasmus działający w ramach szerszego systemu stypendialnego Sokrates. Coraz częściej można powiedzieć o polskich studentach, że „siedzą na Erasmusie”, co oznacza mniej więcej tyle, że udało im się wyjechać na studencką wyprawę naukową. Warunki nie są wygórowane, choć oczywiście trzeba znać język wykładowy uczelni, którą chce się nawiedzić (angielski zwykle jest wystarczający). Jako stypendium edukacyjne Erasmus obliguje uczestników wymiany do zaliczenia określonej liczby przedmiotów.
W ramach Erasmusa można wyjechać na okres maksymalnie dziesięciu miesięcy w okresie całych studiów, ale po powrocie warto znów szukać wyjścia z murów własnej uczelni. Program Campus Europae daje możliwość dwukrotnego wyjazdu w ciągu dwustopniowych studiów (licencjackich i magisterskich). Ten program stypendialny kładzie przede wszystkim nacisk na poznanie nowej kultury i języka, szczególnie państw mniej eksponowanych w europejskim dyskursie, i w ogólności ma na celu większą integrację Europejczyków. Takie pojednanie przez studiowanie.
W ramach krajowego systemu usług edukacyjnych rozwija się prężnie system mobilności studentów MOST, dający możliwość studiowania na kilku uczelniach jednocześnie, przy jednoczesnym zmodyfikowaniu programu własnych studiów. Most jest odpowiedzią na specyficzne potrzeby naukowe polskich studentów, których określone aspiracje naukowe nie pozwalają się zrealizować w ramach konkretnego kierunku studiów ze standaryzowanym programem.
Ciekawe rozwiązania stypendialne stosują pomysłodawcy programu Leonardo da Vinci, którzy starają się spojrzeć na proces edukacji wyższej jako element wdrażania do międzynarodowego runku pracy, którego specyfikacja nierzadko odbiega od podziału kierunków na uczelniach. W konsekwencji absolwent nie znajduje pracy w zawodzie, bo akurat ten zawód nie spełnia oczekiwań pracodawcy. Sposobem na poszerzenie kwalifikacji jest udział w stażach – w tym przede wszystkim zagranicznych – dających możliwość poznania konkretnej dziedziny działalności niejako od środka, z perspektywy firmy obsługującej dany sektor rynku. Program da Vinci nie jest zatem typowym programem edukacyjnym, raczej elementem strategii rynkowej.
Zmiany na rynku pracy, jak i w sposobie postrzegania procesu edukacji, który nie jest już etapem życia zamykającym się w okolicach 25 roku życia, ale właściwie niekończącą się historią i elementem zawodowym każdego wykwalifikowanego pracownika, sprawiają, że stypendia coraz rzadziej mają charakter stricte studencki. Fundusze stypendialne i grantowe często dotyczą wszystkich zainteresowanych, a studenci mają takie same prawa do ich otrzymania jak doktoranci, a nawet pracownicy naukowi czy specjaliści różnych dziedzin. Podobną funkcję – motywująco-wspomagającą – pełnią nagrody naukowe, z których chyba najbardziej znana to Stypendium tygodnika „Polityka” dla młodych zdolnych naukowców.
Badacze i uczeni z Polski mają możliwość podjęcia naukowych problemów, jak i obcowania ze studentami na całym świecie dzięki bogatej ofercie stypendiów badawczych – krótki ich przegląd i internetowy podgląd wskazuje, że wystarczy złożyć aplikację, aby wyjechać w dowolne miejsce na świecie dla realizacji swoich pasji. Rządy krajów a także poszczególne uczelnie oferują stypendia od Islandii po Meksyk z całą paletą innych ofert.
Jedno jest pewne: zbłąkany wśród murów uczelni intelektualista z okularami w tanich oprawkach na nosie, o którym pisała Agnieszka Osiecka w tekście piosenki „Okularnicy” wygląda na mocno zakurzony stereotyp. Straciła na szczęście na aktualności fraza „odpływają pociągami, potem żenią się z żonami”. Dziś dla tych, którzy naukę traktują poważnie i umieją udokumentować swoje pasje i zamiary, otworem stoją najlepsze programy wspomagające naukowców i raczej samoloty niż pociągi. Jest to już całkiem przyjemny sposób na życie i może nawet całkiem nowy zawód – stypendysta.